Drezno jest miastem mojego dzieciństwa. Przez kilka lat, kiedy mój tato robił tam habilitację, spędzałam całe wakacje w tym oferującym wiele atrakcji miejscu. Czasem wspominałam mojemu mężowi z rozrzewnieniem tamte czasy. Dlatego też niesamowicie ucieszyłam się z prezentu na 20 rocznicę ślubu w postaci wypadu do Drezna na 2 dni. Takie pomysły zawsze były moim udziałem, a tu proszę, mąż błysnął. Tym razem stare powiedzenie, że mężem i dzieckiem się nie pochwalisz, nie miało racji bytu.
No dobra, jedziemy do Drezna. Rozpoczęliśmy nasz city break od nietypowego dla nas sposobu dotarcia na miejsce. A mianowicie wybraliśmy pociąg. Z Dolnego Śląska mamy stałą ofertę niedrogiej podróży pociągiem o mylnej nazwie „Promocja drezdeńska”. Mylnej dlatego, że nie jest to żadna czasowa promocja, a stała oferta Kolei Dolnośląskich. Nie znajdziesz jej jednak w prosty sposób na stronie Kolei Dolnośląskich czy PKP, gdyż dotarcie do niej jest nieco zawoalowane. Jak do nie dotrzeć – wszystkie wskazówki masz
tutaj.
Wybraliśmy kolej, gdyż:
- biorąc pod uwagę koszty paliwa wraz kosztami parkowania w Dreźnie pociąg wyszedł taniej,
- czas przejazdu autem był taki sam jak
- czas przejazdu pociągiem (dobraliśmy odpowiednie godziny przejazdu),
- kierowca nie musiał być skupiony na jeździe, ma wreszcie czas na czytanie książki
- możemy się wreszcie razem spokojnie napić piwa
-bilet jest ważny 2 dni: jednego dnia przyjeżdżamy, drugiego wyjeżdżamy i sami dobieramy sobie godzinę powrotu.